Jerzy Tyburski „W moim ogrodzie” – Wystawa | GSW Przemyśl PIK | Podkarpacki Informator Kulturalny – Wydarzenia i Kultura

Przejdź do treści

Wyjątkowy wernisaż w Przemyślu. Jerzy Tyburski zaprasza do swojego malarskiego ogrodu

29.05-17.06.2026
Przemyśl, ul. Tadeusza Kościuszki 3, Galeria Sztuki Współczesnej w Przemyślu

Szukasz kulturalnych wrażeń na koniec maja? Galeria Sztuki Współczesnej w Przemyślu zaprasza na uroczyste otwarcie wystawy oraz spotkanie autorskie z Jerzym Tyburskim. Ekspozycja "W moim ogrodzie", która rusza już w piątek, 29 maja, to niezwykła okazja, by wejść w dialog z artystą tworzącym pod wpływem czystego, pierwotnego instynktu. Sprawdź szczegóły wydarzenia i dowiedz się, dlaczego te obrazy rzucają wyzwanie rzeczywistości.

O autorze: Kim jest Jerzy Tyburski?

Jerzy Tyburski to absolwent Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Zamościu. Studiował na Wydziale Historii Sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a dyplom uzyskał w 1989 roku. W latach 1986–1989 uczęszczał na zajęcia w pracowni malarstwa prof. Mariana Stelmasika i adiunkta Jacka Wojciechowskiego w Instytucie Wychowania Artystycznego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Jest dwukrotnym stypendystą Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków. W 2002 roku otrzymał wyróżnienie miesięcznika „Art&Business” w konkursie „Obraz roku 2001”. Przez wiele lat pełnił funkcję dyrektora Biura Wystaw Artystycznych Galeria Zamojska.

Autor wielu wystaw indywidualnych, m.in. w Białej Podlaskiej, Zamościu, Lublinie, Puławach, Olkuszu, Krakowie, Wrocławiu, Nowym Targu, Rzeszowie, Sandomierzu, Warszawie, Wałbrzychu (Zamek Książ), Miechowie, Lubaczowie, Gdańsku, a także we Francji (Montpellier, Vorgeze). Brał również udział w wielu wystawach zbiorowych. Jego prace znajdują się w zbiorach instytucjonalnych (BWA Galeria Zamojska, Galeria ZPAP w Lublinie, Muzeum Miasta Wrocław, Muzeum Kresów w Lubaczowie) oraz w kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą.

"W moim ogrodzie". Opowieść o malarstwie Jerzego Tyburskiego

Czasem malarstwo staje się terapią lub po prostu jest tworzone dla osobistej przyjemności i spełnienia, przekształcając to, co niewidzialne, w widzialne. A gdzie bije źródło motywacji, które zmusza Jerzego Tyburskiego do nieustannego stawania przed sztalugą, by zagłębiać się we własną osobowość lub eksplorację wewnętrznego świata?

Artysta nie korzysta z mediów cyfrowych ani nowoczesnych materiałów malarskich. Wystarcza mu czysty instynkt i nabyte umiejętności, aby stworzyć dzieło sztuki. I chociaż technika malowania jest tradycyjna, to często pojawiają się sprytne „chochliki”, np. w postaci puentylistycznej faktury skrzydeł motyla, lejącej się prosto z pędzla zieleni czy pozornie nieujarzmionej gry impastu. To tylko delikatna zasłona, by widz nie od razu odgadł przekaz dzieła. Artysta chowa się, lecz jednocześnie bardzo potrzebuje dialogu z odbiorcą.

Malarstwo jako wewnętrzny mediator i terapia

Akt malowania wynika u niego z głębokiej potrzeby, niemal pierwotnego, archaicznego impulsu. Staje się swego rodzaju mediatorem między światem wewnętrznym a zewnętrznym. Jest to również rodzaj terapii, próba uzewnętrznienia tego, czego nie da się inaczej wyrazić. W tym malarstwie spotykamy się z przetworzeniem rozpaczy, bólu i straty.

Dlaczego „Arkadia” kojarzy się z płucami i jest czarna? Dlaczego w „Poranku” i „Romansie” drzewa mają ludzkie twarze? Ileż tajemnicy, ale też spokoju wyczuwamy w „Popołudniowym deserze” namalowanym dla żony, gdzie kobieta pięknymi dłońmi delikatnie zagarnia niepewny spokój i szczęście. A może chce zatrzymać blask zachodzącego słońca? Słońce jest „deserem”, czyli chwilą przyjemności i odpoczynku.

Między drwiną a ciszą

Jerzy również próbuje kwestionować rzeczywistość. Niektóre malarskie opowieści artysty służą mu do wyrażenia drwiny, a nawet żartu. Widzimy to v świetnej pracy „Rozmowa”, gdzie warczą na siebie, pokazując kły, doskonale namalowane lew i lwica.

Artyści docierają także do światów, które dla innych są niewidoczne. Stąd pewnie „Wodna szachownica” w „Świątyni natury”, czy spokojne morze w „Herbatce”. Wszystko jest spokojem i ciszą. Tak jak i w „Oknie”, gdzie za okiennymi zasłonami cicho szemrzą fale jeziora, odbijające złoto zachodu.

Osobiste kody i obsesyjne motywy

Malarstwo pozwala Jerzemu skonfrontować się z samym sobą, przełożyć na obrazy to, czego nie potrafi ubrać w słowa. Stąd pewnie wielokrotnie powtarzany tytuł „Daisy”. Kim jest ta „Stokrotka”, raz będąca białą różą, innym razem portretem pięknej, młodej dziewczyny? Podobnie jest z „Florą”. Możliwe, że znajomi i przyjaciele znają kody artysty i potrafią czytać jego obrazy, lecz dla większości to osobista tajemnica. Ukryta w obrazie.

Jerzy odważnie podejmuje również tematy społeczne i satyryczne, jakimi są między innymi uczłowieczone portrety zwierząt. No i te ręce! Dłonie gotyckiej madonny o szczupłych, bardzo długich palcach pojawiające się obsesyjnie na wielu obrazach. Co symbolizują – nie wiem... Równie ciekawy jest niejednoznaczny cykl „Z życia róży”. Kwiat ten ukrywa metaforę życia, miłości i wytrwałości. To opowieść o wzroście, wyzwaniach i odrodzeniu, zarówno w przyrodzie, jak i w ludzkim życiu. Róża to kobieta. Raz jest metaforą, a raz kwiatem.

Malarstwo to dla Jerzego sposób do przekraczania rzeczywistości, do oferowania alternatywnego świata. W jego sztuce dostrzegam przestrzeń całkowitej wolności. Gdzie wszystko staje się możliwe. Każdy jego obraz jest oknem, ale nie na świat, lecz na unikalną wizję świata – wizję jednostki, która poprzez akt tworzenia próbuje uchwycić cząstkę tajemnicy istnienia.

Zaprasza: Dorota Pietrzyk